18+
реклама
18+
Бургер менюБургер меню

Адам Мицкевич – Konrad Wallenrod (страница 4)

18
Kapłani, bracia i rycerzy grono. Nieszpornych modłów24 kapituła słucha I śpiewa hymny do Świętego Ducha.

Hymn

            Duchu, Światło Boże!                   Gołąbko Syjonu!       Dziś chrześcijański świat, ziemne podnoże             Twojego tronu,             Widomą25 oświeć postacią I roztocz skrzydła nad syjońską bracią.       Spod twych skrzydeł niech wystrzeli             Słonecznymi promień blaski,       I kto najświętszej godniejszy łaski, Temu niech złotym wieńcem skronie rozweseli; A padniem na twarz syny człowieka, Temu, nad kim spoczywa twych skrzydeł opieka.                   Synu Zbawicielu!             Skinieniem wszechmocnej ręki                   Naznacz, kto z wielu                   Najgodniejszy słynąć       Świętym znakiem twojej męki, Piotra mieczem hetmanić żołnierstwu twej wiary             I przed oczyma pogaństwa rozwinąć       Królestwa twego sztandary; A syn ziemi niech czoło i serce uniża Przed tym, na czyich piersiach błyśnie gwiazda krzyża.       Po modłach wyszli. Arcykomtur26 zlecił, Spocząwszy nieco, powracać do choru I znowu błagać, aby Bóg oświecił Kapłanów, braci i mężów obioru.       Wyszli nocnymi orzeźwić się chłody: Jedni zasiedli zamkowy krużganek, Drudzy przechodzą gaje i ogrody. Noc była cicha, majowej pogody; Z dala niepewny wyglądał poranek; Księżyc, obiegłszy błonie szafirowe, Z odmiennym licem, z różnym blaskiem w oku, Drzemiąc to w ciemnym, to w srebrnym obłoku, Zniżał swą cichą i samotną głowę; Jak dumający w pustyni kochanek, Obiegłszy myślą całe życia koło, Wszystkie nadzieje, słodycze, cierpienia, To łzy wylewa, to spojrzy wesoło, Wreszcie ku piersiom zmordowane czoło Skłania – i wpada w letarg zamyślenia.       Przechadzką inni bawią się rycerze. Lecz arcykomtur chwil darmo nie traci: Zaraz Halbana i celniejszych braci Wzywa do siebie i na stronę bierze, Aby z daleka od ciekawej rzeszy Zasięgnąć rady, udzielić przestrogi. Wychodzi z zamku, na równinę spieszy. Tak rozmawiając, nie pilnując drogi, Błądzili kilka godzin w okolicy, Blisko spokojnych jeziora wybrzeży. Już ranek: pora wracać do stolicy; Stają… głos jakiś… skąd… z narożnej wieży: Słuchają pilnie – to głos pustelnicy. W tej wieży dawno, przed laty dziesięciu, Jakaś nieznana pobożna niewiasta, Z dala przybywszy do Maryi miasta — Czy ją natchnęło niebo w przedsięwzięciu, Czy skażonego sumienia wyrzuty Pragnąc ukoić balsamem pokuty — Pustelniczego szukała ukrycia