18+
реклама
18+
Бургер менюБургер меню

Адам Мицкевич – Konrad Wallenrod (страница 3)

18
Rozpamiętują Konrada przymioty. Ale miał wadę – bo któż jest bez wady? Konrad światowej nie lubił pustoty, Konrad pijanej nie dzielił biesiady. Wszakże, zamknięty w samotnym pokoju, Gdy go dręczyły nudy lub zgryzoty, Szukał pociechy w gorącym napoju; I wtenczas zdał się wdziewać postać nową, Wtenczas twarz jego, bladą i surową, Jakiś rumieniec chorowity krasił: I wielkie, niegdyś błękitne źrenice, Które czas nieco skaził i przygasił, Ciskały dawnych ogniów błyskawice. Z piersi żałosne westchnienie ucieka I łzą perłową nabrzmiewa powieka, Dłoń lutni szuka, usta pieśni leją, Pieśni nucone cudzoziemską mową, Lecz je słuchaczów serca rozumieją: Dosyć usłyszeć muzykę grobową, Dosyć uważać na śpiewaka postać. W licach pamięci widać natężenie, Brwi podniesione, pochyłe wejrzenie Chcące z głębiny ziemnej coś wydostać: Jakiż być może pieśni jego wątek? Zapewne myślą w obłędnych pogoniach, Ściga swą młodość na przeszłości toniach… Gdzież dusza jego? – W krainie pamiątek.      Lecz nigdy ręka, w muzycznym zapędzie, Z lutni weselszych tonów nie dobędzie; I lica jego niewinnych uśmiechów Zdają się lękać, jak śmiertelnych grzechów. Wszystkie uderza struny po kolei, Prócz jednej struny – prócz struny wesela. Wszystkie uczucia słuchacz z nim podziela, Oprócz jednego uczucia – nadziei.      Nieraz go bracia zeszli21 niespodzianie I nadzwyczajnej dziwili się zmianie: Konrad, zbudzony, zżymał się22 i gniewał, Porzucał lutnię i pieśni nie śpiewał; Wymawiał głośno bezbożne wyrazy, Coś Halbanowi szeptał po kryjomu, Krzyczał na wojska, wydawał rozkazy, Straszliwie groził, nie wiadomo komu. Trwożą się bracia… Stary Halban siada I wzrok zatapia w oblicze Konrada, Wzrok przenikliwy, chłodny i surowy, Pełen jakowejś tajemnej wymowy. Czy coś wspomina, czyli coś doradza, Czy trwogę w sercu Wallenroda budzi: Zaraz mu chmurne czoło wypogadza, Oczy przygaszą i oblicze studzi.      Tak na igrzysku, kiedy lwów dozorca, Sprosiwszy pany, damy, i rycerze, Rozłamie kratę żelaznego dworca, Da hasło trąbą: wtem królewskie zwierzę Grzmi z głębi piersi, strach na widzów pada; Jeden dozorca kroku nie poruszy, Spokojnie ręce na piersiach zakłada, I lwa potężnie uderzy – oczyma; Tym nieśmiertelnej talizmanem duszy Moc bezrozumną na uwięzi trzyma23.

II

      Z Maryjenburskiej wieży zadzwoniono. Z obradnej sali idą do kaplicy: Najpierwszy komtur, wielcy urzędnicy,