18+
реклама
18+
Бургер менюБургер меню

Адам Мицкевич – Grażyna (страница 2)

18
On przecie nie śpi. Posłano na zwiady: Nie śpi. Lecz żaden z pałacowej straży, Ani z dworzanów, ani z panów rady, Do progu jego zbliżyć się nie waży. Daremnie poseł i grozi, i prosi: Groźba i prośba na nic się nie przyda; Kazano wreszcie obudzić Rymwida. On wolę pańską nosi i odnosi, On głową w radzie, prawą ręką w boju, Jego nazywa książę drugim sobą: W obozie, w zamku, jemu każdą dobą Wstęp do pańskiego otwarty pokoju. W pokoju ciemno, i tylko od stoła Kaganiec światłem konającem24 płonął. Litawor chodził po gmachu25 dokoła, A potem stanął i w myślach utonął. Słucha, co Rymwid o Niemcach powiada; Ale mu na to nic nie odpowiada; To się rumieni, to wzdycha, to blednie, Wydając twarzą troski niepowszednie. Poszedł ku lampie, żeby ją poprawił26; Wrzkomo27 poprawia, a do głębi ciśnie: Wcisnął nareszcie i całkiem zadławił… Nie wiem, przypadkiem czyli też umyślnie. Snadź28, że poskromić nie mógł wnętrznej29 wrzawy, I w pogodniejsze wystroić się lice30; A jednak nie chciał, by sługa z postawy Zgadnął pańskiego serca tajemnice. Znowu komnatę obchodzi dokoła; Lecz kiedy okna kratowane mijał, Widna przy blasku miesięcznego koła, Co się przez szyby i kraty przebijał, Widna posępność zmarszczonego czoła, Przycięte usta, oczu błyskawica I surowego zagorzałość lica. Potem w róg gmachu zwraca się z pośpiechem, Każe podwoje zamknąć Rymwidowi. Siadł i z kłamliwą spokojnością31 mówi, Szyderskim32 mowę zaprawując33 śmiechem: «Wszak mi sam z Wilna przywiozłeś, Rymwidzie, Że Witołd, pan nasz możny i łaskawy34, Miał mię podwyższyć książęciem35 na Lidzie I spadłe dla mnie po żonie dzierżawy, Jak swoję własność lub zdobycze cudze, Litaworowi podarował słudze?…» «To prawda, książę…» «My więc po te dary, Jako przystało, wystąpimy godnie. Każ wynieść na dwór książęce sztandary, Zapalić w zamku ognie i pochodnie: Gdzie są trębacze? Niechaj o północy Zjadą na miasto i stanąwszy w rynku, Na cztery wiatry trąbią z całej mocy, A póty będą trąbić bez spoczynku, Póki się wszystko rycerstwo rozbudzi. Niech każdy piersi zbroją ubezpiecza, Nasadzi groty i pociągnie miecza36. Zgotować37 żywność dla koni i ludzi: Każdemu z mężów zgotuje niewiasta, Ile zjeść można od ranka do zmroku. Czyj koń na paszy, sprowadzić do miasta, Nakarmić i wziąć na drogę obroku38. A skoro słońce z szczorsowskiej granicy Pierwszym promieniem grób Mendoga draśnie39, Wszyscy staniecie na Lidzkiej ulicy. Czekać mię rzeźwo, zbrojno i zapaśnie40».