18+
реклама
18+
Бургер менюБургер меню

Адам Мицкевич – Grażyna (страница 1)

18

Adam Mickiewicz

Grażyna

Grażyna – warianty Grażyny, według autografu znajdującego się w zbiorze hr. Aleksandra Przeździeckiego, ogłoszone były w wydaniu warszawskim z r. 1858. W autografie tytuł powieści jest: Korybut Książę Nowogródzki, a rzecz dzieje się za czasów Kiejstuta: Grażyna zowie się tu Karyną. Wszakże w ciągu rękopisu epoka [staje się; red. WL] zbliżona do czasów Witolda, a w miejscu Korybuta i Karyny, czytamy imiona Witolda i Grażyny. P.W. [przypis redakcyjny]

Coraz to ciemniej, wiatr północny chłodzi, Na dole tuman1, a miesiąc2 wysoko Pośród krążącej czarnych chmur powodzi We mgle niecałe pokazował3 oko; I świat był na kształt gmachu sklepionego, A niebo na kształt sklepu4 ruchomego, Księżyc jak okno, którędy dzień schodzi.      Zamek na barkach nowogródzkiej góry5 Od miesięcznego brał pozłotę blasku, Po wałach z darni i po sinym piasku Olbrzymim słupem łamał się cień bury, Spadając w fosę, gdzie wśród wiecznych cieśni Dyszała woda spod zielonych pleśni. Miasto już spało, w zamku ognie zgasły, Tylko po wałach i po basztach straże Powtarzanymi płoszą senność hasły6; Wtem się coś z dala na polu ukaże, Jakowiś ludzie biegą7 tu po błoniach, A gałąź cieniu8 za każdym się czerni, A biegą prędko, muszą być na koniach; A świecą mocno, muszą być pancerni9. Zarżały konie, zagrzmiała podkowa: Trzej to rycerze jadą wzdłuż parowa10, Zjechali, stają, a pierwszy z rycerzy Krzyknie, i w trąbkę mosiężną uderzy. Uderzył potem raz drugi i trzeci, Strażnik mu z baszty rogiem odpowiada; Brzękły wrzeciądze11, pochodnia zaświeci I most zwodzony z łoskotem opada. Na tętent koni zbiegli się strażnicy, Chcąc bliżej poznać i męże12, i stroje. Pierwszy mąż jechał w zupełnej zbroicy, Jaką zwykł Niemiec przywdziewać na boje; I krzyż miał czarny na białej kapicy13, I krzyż na piersiach u złotej petlicy14, Trąbkę na plecach, kopiją15 u toku16, Różaniec w pasie i szablę u boku. Poznali męża Litwini z tych znaków; Więc cicho jeden do drugiego szepce: «To jakiś urwisz 17od psiarni18 Krzyżaków19; Tuczny, bo pruską krew codziennie chłepce. O, gdyby nie był nikt tu więcej z warty, Zaraz by w bagnie skąpał się ten plucha2021, Aż pod most pięścią zgiąłbym łeb zadarty!…» Tak oni mówią; on niby nie słucha, Lecz musiał słyszeć, bo się bardzo zdumiał, A chociaż Niemiec, głos ludzki rozumiał22. «Książę jest w zamku?» – «Jest; lecz o tej porze Bardzoście wasze poselstwo spóźnili; Dziś nie możecie stawić się we dworze, Chyba na jutro». – «Jutro? Ani chwili! Zaraz, natychmiast, choć w spóźnioną porę, Litaworowi o posłach donieście; Niebezpieczeństwo na mą głowę biorę, A wy dla znaku pierścień tylko weźcie, Nie trzeba więcej: skoro ujrzy godło, Pozna, kto jestem i co nas przywiodło». Cichość dokoła, zamek we śnie leży: Co za dziw? Północ, jesienią noc długa… Za cóż23 dotychczas w Litawora wieży Lampa jak gwiazdka między kratą mruga? Wszak dziś powrócił, jeździł w kraj daleki: Snu potrzebują troskliwe powieki.