Януш Корчак – Kajtuś Czarodziej (страница 9)
Choć wie dobrze.
Mówi:
– Kłamstwo od początku do końca.
Choć we środku16 jest trochę prawdy.
Powiadają:
– Pobił tak, że się chłopiec ruszyć potem nie mógł.
– Co się ma nie ruszać? Przecież nie zabiłem.
– Mało mu ręki nie złamał.
Już odpowiadaj nie za to, co naprawdę zrobiłeś, ale i za to, co się mogło stać.
Owszem. Są chłopcy poważni, ale zarozumiali.
Albo cicha woda, albo niedotykalski.
Zaraz:
– Odsuń się.
– Przestań.
– Odejdź.
Trzeci rok chodzi Kajtuś do szkoły.
Ale i tu ciągle skargi.
Kiedy przyszedł do pierwszego oddziału17, pani go pochwaliła.
– Umiesz już czytać. Kto cię nauczył?
– Sam się nauczyłem.
– Zupełnie sam?
– Wcale nietrudno.
Usiadł na pierwszej ławce.
I zaczęło się:
– Siedź prosto. Nie kręć się. Nie rozmawiaj.
Znów:
– Nie kręć się. Siedź spokojnie. Nie baw się ołówkiem. Uważaj.
Początek godziny łatwy. Potem coraz trudniej.
Kiedy nareszcie dzwonek?
Opowiada pani coś ciekawego. Wtedy okropnie złości, że przerywają. Pani zaczyna się gniewać, aż słuchać się odechce.
W domu wolno oprzeć się o stół, gdy ojciec opowiada, wolno oprzeć się o łóżko, gdy mama mówi bajkę, oprzeć się o kuferek, gdy babcia wspomina dawne dzieje.
W domu wolno pochylić się i przeciągnąć, zapytać, gdy się nie rozumie.
A w szkole chcesz powiedzieć słówko, zaraz podnoś dwa palce do góry i czekaj.
No tak. Dużo w klasie dzieciaków i pani nie może osobno rozmawiać, bo inni zaczną hałasować. Ale to strasznie przeszkadza.
– Cóż, Antoś? – pyta się ojciec. – Jak ci się w szkole powodzi?
– Hm.
– Co w szkole słychać?
– Nic.
Nie bardzo nawet lubi rozmawiać o szkole.
Przeniosła go pani na czwartą ławkę koło okna.
Ale nie wolno przez okno wyglądać.
Na pierwszej ławce sąsiad był spokojny, a ten z czwartej zaczepia. Z tyłu za ucho ciągnie. Nie boli, ale czego zaczyna?
Chcesz powiedzieć, żeby przestał, i pani zaraz:
– Nie odwracaj się.
– A co zrobię, jak muszę?
– Idź do kąta.
– Pani nie wie i mówi – mruczy Kajtuś.
– Wyjdź za drzwi.
Aż wezwali ojca do szkoły.
– Co tam zwojowałeś?
– Biłem się z chłopakiem. Zaczął rozpowiadać, że się Kajtuś nazywam.
– No bo prawda: tak cię nazywają.
– Więc co, że prawda? Co innego podwórko, co innego szkoła.
– Trzeba było mu wytłumaczyć.
– A jakże. Będzie się słuchał.
– Bić się nie wolno.
– Wiem.
– Oj, Antoś, źle zaczynasz. Oj, Antoś, bo jak stracę cierpliwość…
W kancelarii pani bardzo się skarżyła.
– Nie słucha się. Niedobry dla kolegów. Rozbija się. Obgaduje.
Zmartwił się ojciec.
– Musisz się starać.
Stara się, ale co?
Parę dni już dobrze, potem znów awantura.
Siedzi ktoś przed Kajtusiem i trąca go łokciem; nie jego, a zeszyt.