18+
реклама
18+
Бургер менюБургер меню

Януш Корчак – Kajtuś Czarodziej (страница 8)

18

Dobrze. Idzie z babcią do piwnicy po węgiel.

Schodzi się pod ziemię. A tam drzwi i długi korytarz. A tam różne małe drzwi, do każdej piwnicy osobno.

Babcia zapaliła świecę. Idą. A w kącie korytarza stoi beczka.

Schował się Kajtuś za beczkę.

Babcia wzięła węgiel do kubełka i wychodzi. A Kajtusia nie ma.

Woła babcia:

– Antoś, Antoś!

Gdzie się chłopak podział?

A on przykucnął za beczką i czeka cicho.

Myśli babcia: „Pewnie już na podwórku”. I zamknęła piwnicę na kłódkę.

Został Kajtuś w ciemnym korytarzu. Ale się nie boi. Myśli, czy aby uradzi14 ciężką sztabę złota.

Szuka w beczce: pusta.

Namacał pierwsze drzwi i mówi:

– Otwórz się, Sezamie.

Nic. Namacał drugie drzwi:

– Otwórz się, Sezamie.

Znów nic.

Idzie, wraca. Ciemno.

Kręci się, szuka. Już nawet nie wie, gdzie jest. Sam jeden tak błądzi. Ciemno, cicho.

– Sezamie, otwórz się.

Ale zaczął płakać. Przestraszył się dopiero.

Bo może duchy albo szczury?

Mały był. Do szkoły jeszcze nie chodził.

Krzyczy, wali ręką w ścianę.

Myśli, że już się nie wydostanie.

– Mamo, babciu!…

I naprawdę mógł długo siedzieć, bo babcia go nie szukała. Bo czy to pierwszy raz Kajtuś na ulicę albo gdzie do sąsiadów?

Już mu głosu zabrakło.

– Babciu, tatku, mamo!

A na schodach ludzie nie słyszą, bo stukają butami. I Kajtuś stoi nie przy drzwiach, a na końcu, gdzieś koło beczki.

Ale listonosz przyszedł i w torbie listy układa. Stoi w sieni. Usłyszał. Słucha. Co to? Ktoś tam w piwnicy zamknięty.

Dzieciak chyba.

Zawołał.

Pytają się:

– Dlaczego nie odezwałeś się, kiedy cię babcia wołała? Dlaczego za beczkę wlazłeś?

Nie odpowiada.

Nie, żeby się kary bał.

Nie chce.

Nacierpiał się. A jeszcze go wyśmieją.

Oj, Antoś, Antoś. Zawsze jakieś figle.

Prawdziwe imię Kajtusia jest Antoś. Tak nazywają go w domu.

Kajtusiem został na podwórku między chłopakami.

Bo stoi raz przed bramą i pali papierosa.

Pociągnie i dmucha, pociągnie i dmucha.

A stara się, żeby dużo dymu było. Bo zapłacił pięć groszy, więc chce, żeby było ładnie.

Mógł kupić czekoladkę, ale papieros ciekawszy.

A ulicą przechodzi żołnierz.

Zatrzymał się, patrzy, śmieje się.

Mówi:

– No! Mały taki Kajtuś, a kurzy jak stary.

– Więc co?

Zawstydził się Antoś i obraził.

A chłopcy zaraz:

– Kajtuś, mały Kajtuś!

Źli byli, że nie dał pociągnąć. Sami bali się palić, ale zazdrościli.

I tak już zostało: nie Antoś, a Kajtuś.

Z przezwiskami jest tak. Jeżeli się nie gniewać, to często zapomną i przestaną. Jeżeli się złościć, to właśnie jeszcze bardziej. Bo lubią dokuczyć.

Kajtuś bił, nie dał się przezywać. Ale co jeden poradzi ze wszystkimi?

A dwóch Antosiów było na podwórku, więc nawet wygodniej, że jeden z nich Kajtuś. Wiadomo, kogo wołają. Wreszcie się przyzwyczaił, ale niezupełnie. I w ogóle – nie lubi kolegów.

Trzeci rok chodzi Kajtuś do szkoły, a nie znalazł na długo dobrego kolegi. Mało naprawdę porządnych. Bo tylko udają. Lizuchy15.

Boją się. Ze strachu spokojni, bo w domu na nich krzyczą albo biją. Tacy najwięcej kłamią.

Kajtuś też nauczył się kręcić i udawać.

Nie można się zanadto przyznawać. Gdyby dorośli lepiej rozumieli, wtedy co innego.

Mówi Kajtuś:

– Nie wiem, czego ode mnie chcą.