18+
реклама
18+
Бургер менюБургер меню

Януш Корчак – Kajtuś Czarodziej (страница 4)

18

– Pewnie, że nie wie, co gada. Sam się możesz domyślić.

Zatrzymali się przed fotografem.

– Wejdę z tobą.

– Jak sobie chcesz.

Wchodzą.

– Ile kosztuje pół tuzina gołębi?

– Jakich wam znowu gołębi?

– Pocztowych, gabinetowych. Będziemy trzymali gołębie na kolanach.

– A pieniądze macie?

– Jeszcze nie. Ale się postaramy.

– Naprzód się postarajcie, a potem przyjdziecie.

– Co pani z nimi gada? – wtrącił się pan w okularach. – Tu się tylko ludzi fotografuje. I osły.

Wychodzą.

Kajtuś milczy.

Przypomina sobie:

„Ten nazwał mnie osłem, tamten smarkaczem. Ta wodą oblewa, tamten zerwał się do bicia. A dlaczego? Bo nie mam pieniędzy. Gdyby tak mieć złotówkę, wszyscy byliby grzeczni. I do kina wpuszczą. I wodę dadzą – nie tylko czystą, ale z sokiem”.

– Ile już było sklepów?

– Osiem.

– Nieprawda, bo dziewięć.

– Może się pomyliłem.

Zaczęli liczyć: razem z przekupką – dziewięć.

– No jazda!

Do następnego sklepu znów weszli razem.

– Proszę pokazać pasek.

Patrzy, przekłada, przymierza. Ogląda klamrę. Liczy dziurki. Chucha, wyciera. Grymasi.

Ten pasek za cienki, ten za ciemny, tamten za szeroki.

A panienka co jeden położy, to drugi zaraz chowa do pudła.

„Boi się, że ukradnę” – pomyślał Kajtuś.

Nic dziwnego. Różni się w sklepach kręcą. Przychodzą – nudzą – nie kupują. I naprawdę ukraść próbują.

Kajtuś wie, ale się gniewa, że podejrzewają.

A o koledze myśli:

„Jaki on teraz odważny. Wchodzi ze mną razem, a gęby nie umie otworzyć”.

Ano, wybrał pasek: ładny skautowski8.

– Ile kosztuje?

– Dwa złote pięćdziesiąt groszy.

– Za drogo.

– Ile kawaler myślał?

– Kolega kupił taki za czterdzieści groszy.

– To idź tam, gdzie kupił kolega.

– Dobrze, pójdziemy.

– Znaleźli się mądrale. Jeden wybiera, a drugi się rozgląda. Znamy was.

– I ja panią znam.

Nawymyślała i przegoniła.

– A co byś zrobił, gdyby oddała?

– Głupi jesteś.

Kajtuś wie, co by zrobił. Szukałby po kieszeniach, niby że zgubił pieniądze.

Ale mówić nie chce, niech się sam domyśli.

– Więc jutro fundujesz kino.

Zatrzymał się i czeka na odpowiedź.

Kolega się zawahał.

– Poproszę ojca, pewnie da.

– A jak nie da?

– To już na pewno w przyszłą niedzielę.

Kajtuś skrzywił się i machnął niechętnie ręką. Pomyślał:

„Ot, zakładaj się z takim szczeniakiem…”

W sklepie z papierosami pożałowali Kajtusia.

Stanął nieśmiało w kącie i czapkę gryzie.

– Czego chcesz, mały?

– Kiedy się wstydzę.

– Mów, nic ci nie zrobię.

– Bo majster kazał kupić trzy papierosy.

– Jakie?

– Brzydko się nazywają.

– Gadaj śmiało.

– Powiedział, że nabije9, jak nie przyniosę.