18+
реклама
18+
Бургер менюБургер меню

Януш Корчак – Kajtuś Czarodziej (страница 6)

18

– Ta nie. I ta nie.

Mniejsza o te lody, ale wstyd przegrać. Musi postawić na swoim.

Aż nareszcie są.

Dwie. Uczennice. I starsze. Śmieją się. Rozmawiają. Nie spieszą się.

Jedna drugą nazwała Zośką.

Powiada:

– Słuchaj, Zośka, jak znów przyjdziesz…

Więcej Kajtuś nie słyszał. Ale ma plan.

Dał ręką znak, że zaczyna. Przeszedł na drugą stronę, wyprzedził je i wrócił – i prosto na spotkanie.

Idzie. Głowę zwiesił, niby zamyślony.

Już je mija. Nagle staje. Spojrzał.

– Ooo, Zośka! Kiedy przyjechałaś?

Ona patrzy. Stoi zdziwiona.

A on – hop! Objął za szyję – i pac! Pocałował.

Głupia – jeszcze się nachyliła. Tak się pysznie udało.

Dopiero oprzytomniała.

– Ty co za jeden?

– Ja? Ano Kajtuś.

– Co znów za Kajtuś?

– Nic – taki chłopak.

Oblizuje się, że niby pocałunek smaczny.

I w nogi.

One patrzą, dziwią się – aż się domyśliły.

– Poczekaj, andrusie12!

– A to zuchwały chłopak!

– Skąd wiedział, jak się nazywam?

Kolega był wtedy honorowy.

Był honorowy i miał dwadzieścia groszy.

Podzielili się lodami po równo.

Trzeci też dostał, choć mu się nie należało.

Już taki jest Kajtuś.

Niecierpliwy. Odważny. W głowie różne pomysły.

Był taki, zanim jeszcze zaczął chodzić do szkoły.

Był taki, zanim jeszcze stał się czarodziejem.

Rozdział drugi

Skargi na Kajtusia – Blizny – Antoś czy Kajtuś? – Papierosy pali – Mysz koło pieca

Skargi i skargi na Kajtusia.

– Utrapienie z chłopakiem – wzdycha mama.

– Nie biłem, ale jak stracę cierpliwość – grozi ojciec.

– Dobrze mu z oczu patrzy – uśmiecha się babcia.

– Głowę ma dobrą – mówi ojciec.

– Do wszystkiego ciekawy – dodaje mama.

– W dziadka się wrodził – uśmiecha się babcia.

Skargi i skargi.

Mówi stróż, że z okna rzucił śledzia na głowę gospodarza domu.

– Rzuciłeś?

– Nieprawda.

Po pierwsze: wcale nie śledź, a tylko ogon śledzia.

Po drugie: nie na głowę, a na kapelusz.

Po trzecie: nie z okna, a przez poręcz schodów.

Po czwarte: nie Kajtuś, a inny chłopak.

W dodatku nie trafił – niezdara.

Powiada stróż, że pogasił światła na wszystkich schodach.

– Nieprawda. Wcale nie na wszystkich, a tylko w jednej sieni. Skąd stróż wie, że akurat ja? Może kto inny? Może kto jeszcze? Może dziewczynka zgasiła, a nie chłopiec? Może strażak zgasił? Są przecież w Warszawie strażacy.

Mówi stróż, że Kajtuś dzwoni i ucieka.

– Dzwonię, tak, ale w innych bramach. Nie w naszej. Raz dzwoniłem, dawno.

– Dlaczego dzwonisz?

– Tak jakoś.

Bo chce wiedzieć, czy dzwonek nie zepsuty. Czasem z nudów. Czasem ze złości, że idzie do szkoły, a głupi dzwonek wisi sobie jak hrabia i nic nie robi.

Mówi stróż:

– Wyrwał kamień, powyginał rynnę.

To już zupełnie kłamstwo.

Wie nawet, kto to zrobił.

– Ja sanki zbijałem, ale młotkiem, wcale nie kamieniem. A deskę oparłem o schowek, a nie o rynnę.

Ma świadka. Może przyprowadzić chłopca, który mu młotek pożyczył i deskę trzymał.