18+
реклама
18+
Бургер менюБургер меню

Анастасия Колендо-Смирнова – W labiryncie psychosomatyki (страница 3)

18

Z różnymi alternatywnymi opcjami leczenia boryka się wielu pacjentów psychosomatycznych. To tylko próba wyjścia do tych drzwi z labiryntu psychosomatyki może stać się błędna, jeśli wchodząc do niego, weźmiemy pod uwagę, że problem tkwi w ciele. W tym przypadku akupunktura, homeopatia, zbiory ziół i inne niekonwencjonalne metody poprowadzą osobę w tym samym kręgu, co oficjalna medycyna. Zdarza się, że pacjent otrzymuje tymczasową ulgę. Tutaj działa tak zwany „efekt placebo”. Innymi słowy, autohipnoza, dzięki której osoba ma pewność, że jest jej znacznie lepiej. Może się to również zdarzyć w przypadku „oficjalnej medycyny”, gdy kolejny lekarz mówi, że wie, na czym polega problem. Nadzieja na uzdrowienie i moc autosugestii są tak duże, że objawy choroby ustępują. Tylko ten efekt nie jest trwały. W końcu, jeśli problem dotyczy psychiki, to próbując wyleczyć ciało, trudno jest uzyskać pożądany wynik.

Helena, 43 lata.

„Dokuczliwe bóle ręki prześladują mnie od kilku lat. Bóle nasilały się, potem ustępowały, potem znikały, po czym powracały ze zdwojoną siłą. Fizyczny dyskomfort przywiódł mnie najpierw do lekarzy, którzy nie mogli zrozumieć obiektywnej przyczyny mojej choroby, a następnie do „uzdrowicieli”

Kiedyś znajomi poradzili mi, żebym spróbował akupunktury – starożytnej chińskiej praktyki leczniczej. Chwyciłam za ową propozycję jak tonący za brzytwę. Na początku ból wydaje się mniejszy. Jednak potem wszystko zaczęło się od nowa. Specjalista powiedział, że wszystko idzie zgodnie z planem, zniosłam to, zaciskając zęby. Tymczasem ulgi nigdy nie otrzymała”.

Jeśli spróbujesz użyć medycyny alternatywnej, aby wpłynąć na przyczynę psychologiczną, możliwe są ulepszenia. Jednak najczęściej, próbując wejść do tych drzwi, pacjent psychosomatyczny nadal próbuje leczyć ciało i traci cenny czas. Próbuje różnych metod, ma nadzieję, jest rozczarowany, szuka zastępstwa, ponownie znajduje i traci nadzieję…

Rozpacz lub mistyczne myślenie

„Twoi bliscy zaczynają cię okłamywać, a Ty, wyczuwając, że coś jest nie tak, pędzisz do uczonych lekarzy, potem do szarlatanów, a czasem nawet do wróżbitów. Zarówno pierwsze, jak i drugie, a także trzecie jest całkowicie bezsensowne, i Ty sam to rozumiesz”.

To zdanie pochodzi z powieści M.A. Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata” została wypowiedziana z innego powodu, ale najlepiej ilustruje etapy przechodzenia pacjenta psychosomatycznego przez labirynt. Rzeczywiście, po skontaktowaniu się z przedstawicielami oficjalnej, a następnie nieoficjalnej medycyny, zwykle następuje kolejny etap. Typowe „fałszywe drzwi” – znajomość i fascynacja praktykami duchowymi.

Termin „magiczne myślenie” wszedł do użytku dzięki Zygmuntowi Freudowi. W swojej pracy „Totem i tabu” najsłynniejszy naukowiec wysunął hipotezę, że to ona leży u podstaw religii, przesądów, a nawet niektórych form sztuki. Opisywał istotę tego rodzaju myślenia jako przekonania o możliwości wpływania na rzeczywistość poprzez pewne symboliczne działania, słowa lub myśli. Niektóre źródła wskazują, że magiczne myślenie polega na zmianie siebie od wewnątrz. To znaczy zmiany w zrozumieniu, samoświadomości, nastroju, prowadzące do zmiany sytuacji zewnętrznej. Innymi słowy, człowiek polega na sobie i swoich działaniach, a tym samym zyskuje to, czego chce.

Myślenie mistyczne jest nieco inne. Opiera się na wierze w pomoc Sił Wyższych.

Dlaczego ludzie interesują się tymi metodami? Moim zdaniem w grę wchodzi taki czynnik, jak dziecięca wiara w magię, w mądrego czarodzieja, który jedną falą magicznej różdżki lub kilkoma zaklęciami zniweczy wszystkie problemy. W końcu mistyczne (i magiczne!) myślenie jest formą obrony psychologicznej i jedną z pierwszych ustanowionych od lat dziecięcych. Jest efektywna i skuteczna w przypadkach, gdy psychika nie jest jeszcze w pełni zdolna do radzenia sobie w trudnych sytuacjach, nie ma rozsądnych, uzasadnionych i przemyślanych opcji reakcji. Ta forma ochrony jest nieodłączna przede wszystkim dla dzieci.

W sytuacjach stresowych dziecko zaczyna myśleć, że jego własne myśli i działania doprowadziły do problemów. To oni zmienili na gorsze przytulny i dostatni świat, który go wcześniej otaczał. Dorosły jest również podatny na tego rodzaju przekonania, jeśli jego punkty orientacyjne zostaną obalone, nie może trzeźwo ocenić i wyjaśnić sobie sytuacji, a tym bardziej znaleźć odpowiedniego wyjścia.

Rozwój duchowy nie jest czymś złym. Współczesny świat nie doświadcza braku praktyk duchowych. Co wydaje się tutaj niebezpieczne, jeśli chodzi o chorobę psychosomatyczną? Okazuje się, że istnieje niebezpieczeństwo. Te „drzwi” labiryntu są jednym z najbardziej podstępnych. Bardzo często daje tylko poczucie „wyjścia” z labiryntu, ale w rzeczywistości jest tylko iluzją. Nawet wierząc, że jest już na wolności, człowiek nadal często pozostaje w samym środku skomplikowanych przejść labiryntu, nie zdając sobie z tego sprawy. Bardzo dobrze ten stan wyjaśnia następująca metafora:

Mężczyzna otwiera drzwi, które, jak mu się wydaje, prowadzą do woli. Jest w pełni przekonany, że wokół – długo oczekiwana przestrzeń, a przejścia labiryntu są pozostawione. Jednak to … tylko uczucie! W rzeczywistości stoi w ogromnej sali labiryntu, na którego ścianach wyświetlane są obrazy rzeczywistości. Iluzja. Złudzenie. Fantazja. Wszystko poza obiektywną rzeczywistością. Chociaż możesz żyć w tych iluzorycznych ścianach przez całe życie, nie rozumiejąc istoty tego, co się dzieje.

Alena, 52 lata

„Choroba ciotki była całkowitą niespodzianką dla naszej rodziny. Zawsze była aktywną, zabawną, kochającą życie optymistką. Ciotka początkowo nie zwracała uwagi na mrowienie w okolicy serca, nawet żartowała na ten temat. Jednak potem zaczęła się martwić. Lekarze rozłożyli tylko ręce – „wszystko w porządku!”. Mimo to jej stan się pogorszył, stała się słabsza, coraz bardziej nerwowa i niespokojna. Pewnego razu, dzieląc się swoimi problemami z przypadkową znajomą w klinice, ciotka usłyszała, że jej przyjaciel i mistrz, osoba „poszukująca” i „duchowa”, łatwo sobie z tym poradzi.

Ciocia, zawsze otwarta na wszystko, co nowe, nieznane, skorzystała z okazji. Zaczęła chodzić na spotkania „mistrza”, ćwiczyć czytanie jakiegoś rodzaju modlitw lub mantr. Nie poznawaliśmy już bliskiej nam osoby. Krewna mówiła tylko o nowych przyjaciołach, praktykach duchowych, poznaniu nieznanych głębin. Wydaje się, że to, co wcześniej ją ekscytowało i cieszyło, zniknęło bezpowrotnie…”.

Z własnego doświadczenia:

„Bolało mnie i czułam się źle. Ten sam stan, w którym całkowicie przyziemne i znane działania stają się trudne – chodzić, pracować, komunikować się. Pierwszym krokiem było oczywiście zwrócenie się do lekarzy. Jednak ani lekarze, ani później uzdrowiciele i uzdrowiciele nie mogli mi pomóc. Pozostało pokładać nadzieję w Bogu. Tak też zrobiłam: zaczęłam chodzić do kościoła, modlić się, pościć. Poprosiłam innych o modlitwę za mnie, a oni chętnie zgodzili się mnie wesprzeć. Modlili się dużo, wytrwale, długo. Jednak nie czułam się lepiej. Czasami wydawało mi się, że to próba, a czasem kara. Jednak bez względu na to, co myślałam, stan zdrowia się pogorszył. Z powodu napadów bólu z kręcenia nierzadko zabierała mnie karetka, więc coraz częściej pracowałam z domu. Wszyscy przyjaciele gdzieś zniknęli: w końcu nie mogłam już spędzać z nimi czasu, tak jak kiedyś, i przez większość czasu po prostu leżałam”.

Czy życie pełne samooszukiwania można nazwać satysfakcjonującym i szczęśliwym? A może to jednak wyjście? Nie odpowiem teraz na to pytanie, po prostu będę kontynuować.

Wgląd lub świadomość tego, co się dzieje

Z własnego doświadczenia

„Choroba postępuje. Moje kierownictwo jest wyrozumiałe, wspierające i umożliwia mi leczenie w Izraelu, w jednej z najlepszych lokalnych klinik. Znów mam nadzieję.

Lekarze rozpatrują wyniki badań i analiz. Pomaga im tłumacz, a ja z niepokojem i nadzieją czekam na werdykt. A potem brzmi dla mnie absolutnie nieoczekiwane zdanie – „oferujemy dwa tygodnie psychoterapii”.

Prędzej czy później osoba, która znalazła się w psychosomatycznym labiryncie, nie raz przeszła przez powyższe kręgi, czując całe spektrum negatywnych emocji – utratę nadziei, rozpacz, irytację, pustkę – zdaje sobie sprawę, jaka jest istota jej problemu. Dzieje się tak na różne sposoby. Zdarza się, że pacjent sam dochodzi do takiego zrozumienia, chociaż takie przypadki nie są zbyt częste. Czasami do właściwej myśli skłania rada bliskiej osoby, artykuł przeczytany w czasopiśmie naukowym lub – co zdarza się znacznie częściej! – zalecenie lekarza. Znaczna część współczesnych lekarzy uznaje obecność chorób psychosomatycznych. Przekonani o niestosowności oficjalnych metod leczenia w konkretnym przypadku, mogą skierować pacjenta do psychoterapeuty lub psychologa.

Tak więc u pacjenta występuje wyraźne uświadomienie: jego problem leży w płaszczyźnie psychiki, a on sam od dawna błąka się po labiryncie choroby psychosomatycznej. Co dalej?

A potem – możliwe opcje.

Opcja ze znakiem plus. Osoba jest świadoma, akceptuje problem i działa zgodnie z uzyskaną wiedzą. Taki wybór daje nadzieję na szybkie rozwiązanie istniejącego problemu.