18+
реклама
18+
Бургер менюБургер меню

Адам Мицкевич – Konrad Wallenrod (страница 8)

18
Już przeczuwałam, gdym słuchała ciebie! Ach, odtąd marzę w dobrych i złych losach, Tylko o tobie, tylko o niebiosach!       Krzyż na twych piersiach oczy me weselił, W nim oglądałam przyszłe szczęścia hasło… Niestety! z krzyża gdy piorun wystrzelił, Wszystko dokoła ucichło, zagasło!… Nic nie żałuję, choć gorzkie łzy leję, Boś wszystko odjął, zostawił nadzieję.       Nadzieję, cichym powtórzyły echem Brzegi jeziora, doliny i knieje. Zbudził się Konrad i z dzikim uśmiechem: «Gdzież jestem – wołał – tu słychać – nadzieje?!… Na co te pieśni?… Pomnę38 twoje szczęście: Trzy piękne córki było was u matki, Ciebie najpierwej żądano w zamęście… Biada, o biada wam, nadobne kwiatki! Straszliwa żmija wkradła się do sadu, A kędy piersią prześliźnie się błędną, Usechną trawy i róże uwiędną, I będą żółte jako piersi gadu! Uciekaj myślą i dni przypominaj, Które byś dotąd pędziła wesoło, Gdyby… Ty milczysz?… Śpiewaj i przeklinaj; Niechaj łza straszna, co głazy przecieka, Nie ginie darmo; zdejmę szyszak z głowy, Tu niechaj spadnie, niech mi pali czoło; Tu niechaj spadnie, jam cierpieć gotowy: Chcę znać zawczasu, co mię w piekle czeka».       «Daruj, mój miły, daruj mi, jam winna. Przyszedłeś późno, tęskno było czekać, I mimowolnie jakaś pieśń dziecinna… Precz mi z tą pieśnią!… Miałaż bym39 narzekać? Z tobą, mój luby, z tobąśmy przeżyli40 Znikomą chwilę: lecz tej jednej chwili Nie będę mieniać41 z całą ziemian zgrają Na ciche życie przepędzone w nudzie! Ty sam mówiłeś, że zwyczajni ludzie Są jako konchy42, co się w bagnie tają: Ledwie raz na rok, falą niepogody Wypchnięte, z mętnej pokażą się wody, Otworzą usta, raz westchną ku niebu I znowu wrócą do swego pogrzebu43. Nie, jam na takie szczęście nie stworzona! Jeszcze w ojczyźnie ciche pędząc życie, Nieraz w pośrodku towarzyszek grona Za czymś tęskniłam i wzdychałam skrycie, I czułam serca niespokojne bicie. Nieraz z poziomej uciekałam łąki, I na najwyższym stanąwszy pagórku, Myśliłam sobie: gdyby te skowronki Ze skrzydeł swoich dały mi po piórku, Poszłabym z nimi i tylko z tej góry Chciałabym jeden mały kwiat uszczyknąć, Kwiat niezabudki, a potem za chmury Lecieć wysoko! wysoko! i – zniknąć… Tyś mię wysłuchał! Ty, skrzydły orlemi, Monarcho ptaków, wzniosłeś mię do siebie!.. Teraz, skowronki, o nic was nie proszę: Bo gdzież ma lecieć, po jakie rozkosze, Kto poznał Boga wielkiego na niebie I kochał męża wielkiego na ziemi?»       «Wielkość! i znowu wielkość, mój aniele! Wielkość dla której jęczymy w niedoli!… Kilka dni jeszcze, niech serce przeboli,