18+
реклама
18+
Бургер менюБургер меню

Адам Мицкевич – Konrad Wallenrod (страница 7)

18
I lud bezbronny chwyta z okolicy; Pod samym zamkiem dumnie się przechwala, Że idzie na mszę do mistrza kaplicy… Pierwszy raz dzieci z rodziców swych progu Drżały na straszny dźwięk żmudzkiego rogu.       Kiedyż być może czas lepszy do wojny! Litwa szarpana wewnętrzną niezgodą; stąd dzielny Rusin, stąd Lach niespokojny, stąd krymskie chany lud potężny wiodą. Witołd, zepchnięty od Jagiełły z tronu, Przyjechał szukać opieki Zakonu, W nagrodę skarby i ziemie przyrzeka I wsparcia dotąd nadaremnie czeka.       Szemrają bracia, gromadzi się rada: Mistrza nie widać. Halban stary bieży; W zamku, w kaplicy nie znalazł Konrada. Gdzież on? Zapewne u narożnej wieży. Śledzili bracia nocne jego kroki; Wszystkim wiadomo: każdego wieczora, Gdy ziemię grubsze osłaniają mroki, On idzie błądzić po brzegach jeziora; Albo klęczący, przyparty do muru, Okryty płaszczem, aż do białej zorzy Świeci z daleka, jak posąg z marmuru, I przez noc całą senność go nie zmorzy. Często na cichy odgłos pustelnicy Wstaje i ciche daje odpowiedzi; Brzmienia ich z dala ucho nie dośledzi: Lecz widać z blasku wstrząśnionej przyłbicy, Rąk niespokojnych, podniesionej głowy, Że jakieś ważne toczą się rozmowy.

Pieśń z wieży

      Któż me westchnienia, kto me łzy policzy? Czy już tak długie przepłakałam lata, Czy tyle w piersiach i oczach goryczy, Że od mych westchnień pordzewiała krata? Gdzie łza upadnie, w zimny głaz przecieka: Jak gdyby w serce dobrego człowieka.       Jest wieczny ogień w zamku Swentoroga35, Ten ogień żywią pobożne kapłany; Jest wieczne źródło na górze Mendoga. To źródło żywią śniegi i tumany: Nikt moich westchnień i łez nie podsyca, A dotąd boli serce i źrenica.       Pieszczoty ojca, matki uściśnienia, Zamek bogaty, kraina wesoła, Dni bez tęsknoty, nocy bez marzenia: Spokojność na kształt cichego anioła, We dnie i w nocy, na polu i w domie36 Strzegła mię z bliska, chociaż niewidomie37.       Trzy piękne córki było nas u matki, A mnie najpierwej żądano w zamęście; Szczęśliwa młodość, szczęśliwe dostatki; Któż mi powiedział, że jest inne szczęście? Piękny młodzieńcze! Na coś mi powiedział To, o czym w Litwie nikt pierwej nie wiedział?       O Bogu wielkim, o jasnych aniołach, Kamiennych miastach, kędy wiara święta, Gdzie lud w bogatych modli się kościołach, I kędy dziewic słuchają książęta, Waleczni w boju, jak nasi rycerze, Czuli w miłości, jak nasi pasterze.       Gdzie człowiek, ziemne złożywszy pokrycie, Z duszą ulata po rozkosznym niebie… Ach, ja wierzyłam… bo niebieskie życie