18+
реклама
18+
Бургер менюБургер меню

Януш Корчак – Kajtuś Czarodziej (страница 12)

18

– Zwyczajnie, jak zegar.

– A długo ręka ten klucz trzymała?

– Cóż ci będę mówiła, kiedy nie pamiętam.

– A palce ręki się ruszały?

– Nie wiem, Antosiu.

Kajtuś też wiele zapomniał – nie pamięta, jak sam był mały.

– Babciu, niech babcia opowie, jak złodzieje truli Azora.

– Już tyle razy mówiłam. Mieliśmy dwa psy. Azor wtedy był młody, a Kado stary i mądry.

– Czujny był – dodaje Kajtuś.

– Wierny, mądry pies.

– A złodzieje podrzucili zatrutą kiełbasę – podpowiada Kajtuś.

– Ano tak. Ale Kado poznał od razu. Wącha kiełbasę, szczeka i nie rusza.

– Oj, babciu. Z tym felczerem23. Taka śmieszna historia.

– I śmieszna, i nie. Twoja mama zachorowała. I dziadek wezwał felczera.

– Kado na łańcuchu.

– No tak. Silny pies. Mógł poszarpać obcego człowieka.

– Ale się zerwał z łańcucha.

– Zerwał się i skoczył do tego felczera.

– A on parasol otworzył.

– Tak. Wskoczył na śmietnik i parasol otworzył.

– A Kado w nogi.

– Poczekaj. Nie spiesz się. Więc Kado ogon podwinął, odskoczył. Stoi jak głupi i woła na pomoc.

– Pewnie myślał, że parasol strzela?

– Kto tam wie, co pies myśli.

Kajtuś ziewa. Nie śpiący, ale się zmęczył.

– Śmieszne było – mówi babcia – jak to wielkie psisko jadło z szaflika24 z małą kotką.

– Z Kicią?

– Nie. Kicia wcześniej była.

– Więc niech babcia opowie.

– A to tak. Nalejemy do szaflika jedzenie dla psa, a kotka zaraz już jest. Niegłodna, tylko przychodzi się drażnić. A Kado czeka, żeby wybrała sobie, co chce. Niecierpliwi się, złości, chce łapą odsunąć. A ona jeszcze parska. Sto pociech było.

Śmieje się babcia, choć to dawne dzieje.

Śmieje się Kajtuś, choć tego nie widział.

– Jeszcze, babciu, o szczurach.

– Ale już koniec.

– Dobrze – zgadza się Kajtuś.

– Ano, stary był nasz domek, ale czysty. Ani robactwa, ani myszy. A niedobrego mieliśmy sąsiada. Tu stoi nasz domek, tu płotek – i zaraz jego rudera.

– Pijak był – mówi Kajtuś.

– Pijak i awanturnik.

– Żonę bił.

– Bił. Więc siedzimy raz z twoim dziadkiem. Dziadek czyta książkę, a ja szyję. Siedzimy sobie na ganeczku przed domem. Taka była altanka.

– Obrośnięta dzikim winem.

– No tak. Twoja mama i wujo już spali. Dawniej dzieci wcześnie spać chodziły. Ano, siedzimy, każdy swoim zajęty. Cicho. Nagle krzyk: „Ratujcie, ludzie! ratunku!” Dziadek jeszcze nic, słucha. Ale ona, ta jego żona, tego sąsiada, krzyczy: „Ratunku, bo mi dziecko zabije!”.

– I dziadek skoczył.

– W mig skoczył, Antosiu. Twój dziadek był w gorącej wodzie kąpany. Dobry bo dobry, ale sprawiedliwy.

– Złapał laskę.

– Grubą lachę i skoczył przez płotek.

– I w łeb pijaka.

– A co? Nie miał bronić dziecka?

– Pijak się zemścił – przypomina Kajtuś.

– Zemścił się. Znał jakiś sekret, że szczury nam naprowadził. Dużej szkody nie zrobiły, bo i dziadek miał swoje sposoby. Tylko jeden został – wielkie takie szczurzysko.

– Był taki duży jak kot?

– Tyle nie. Ale nie można go było złapać, tego szczura.

„Pewnie zaczarowany” – pomyślał Kajtuś, ale nic nie mówi.

– Dziadek zwabił tego szczura do kuchni. Jest. Dobrze. Zamknął wszystkie drzwi i szuka. Nie ma. I tu, i tam, i tu, i tam. Nie ma i nie ma.

– Schował się pod schodek.

– Nie pod schodek wcale. Nieuważnie słuchałeś. Owszem, był schodek z kuchni do sieni. Dziadek odwalił ten schodek siekierą, ale szczura nie ma. No, przypomnij sobie, Antosiu.

– Wiem. W kieszeni fartucha się schował.

– I to nie. Wisiał w kącie fartuch. Ale szczur powiesił się zębami, tak skoczył i wisiał na zębach, w płótno się wgryzł. No już.

– Babciu, jeszcze o beczce do wody deszczowej.

– I co ciekawego? Że w beczce znalazłam ropuchę?

– A pożar, babciu?

– Nie, nie. Już późno. Ojciec będzie się gniewał.

– No to o kurach, które się niosły w drewutni.

– Nie. Śpiący jesteś. Ziewasz.

– Wcale mi się spać nie chce.