18+
реклама
18+
Бургер менюБургер меню

Адам Мицкевич – Grażyna (страница 8)

18
Umilkł, lecz chrzęstem ozwała się zbroja; Znać, że się wzdrygnął i z miejsca wyskoczył. Jakiż to płomień nad głową mu błysnął? Jak oderwana gwiazda przez niebiosa Spada, z długiego żary trzęsąc włosa: Tak on brzeszczotem109 koło stropu cisnął I siekł w podłogę; od tęgiego razu Rzęsiste iskry sypnęły się z głazu. Znowu ich głuche obeszło110 milczenie, Znowu rzekł książę: «Dosyć próżnej mowy. Oto noc prawie dochodzi połowy, Wkrótce usłyszym drugich kurów pienie: Wiesz, com rozkazał; bądźcie w pogotowiu, Ja legnę, może duch troskliwy spocznie I ciało trochę pokrzepię na zdrowiu, Bom trzy dni nie spał. Teraz jeszcze mrocznie; Lecz dziś zapełnia księżyc rogi nowiu, Świt będzie widny: ruszymy niezwłocznie, Synom Kiejstuta w Lidzie zostawimy, Godne dziedzictwo – popioły i dymy!». To powiedziawszy, usiadł i w dłoń klasnął. Skoczyli słudzy, kazał zwlekać szaty I legł, nie na to może, aby zasnął111, Lecz aby Rymwid miał się precz112 z komnaty. I on, gdy widzi, iżby nic nie sprawił, Ani co mówił, ani dłużej bawił, Poszedł, a jako znał powinność sługi, Wytrąbił ukaz113, rycerstwo zgromadził, Potem do zamku wrócił się raz drugi. Po cóż? Czy żeby znowu z panem radził? Nie. W inną stronę wiódł on kroki swoje: Na lewe skrzydło zamkowej budowy, Gdzie ku stolicy spadał most zwodowy, Szedł krużgankami przed księżnej podwoje114. Była naonczas książęciu zamężną Córa na Lidzie możnego dziedzica, Z cór nadniemeńskich pierwsza krasawica, Zwana Grażyną115, czyli piękną księżną, A chociaż wiekiem od młodej jutrzenki Pod lat niewieścich schodziła południe, Oboje: dziewki i matrony wdzięki Na jednym licu zespoliła cudnie. Powagą zdziwi, a świeżością znęca: Zda się, że lato oglądasz przy wiośnie; Że kwiat młodego nie stracił rumieńca, A razem owoc wnet pełni dorośnie. Nie tylko licem nikt jej nie mógł sprostać: Ona się jedna w dworze całym szczyci, Że bohaterską Litawora postać Wzrostem wysmukłej dorówna kibici. Książęca para, kiedy ją okoli Służebne grono, jak w poziomym116 lesie Sąsiednia para dorodnych topoli, Nad wszystkich głowę wystrzeloną niesie. Twarzą podobna i równa z postawy, Sercem też całym wydawała męża117. Igłę, wrzeciono, niewieście zabawy Gardząc118, twardego imała oręża; Często, myśliwa, na żmudzkim rumaku119 W szorstkim ze skóry niedźwiedziej kirysie120 Spiąwszy na czole białe szpony rysie, Pośród strzelczego hasała orszaku; Z pociechą121 męża nieraz w tym ubiorze Wracając z pola oczy myli gminne, Nieraz od służby zwiedzionej na dworze,