18+
реклама
18+
Бургер менюБургер меню

Адам Мицкевич – Grażyna (страница 7)

18
W pałacu świeższa murawa i kwiecie: Takim podłoga kobiercem osnuta, Takie po ścianach rozwisłe bisiory90, Z liściem ze srebra i kwieciem ze złota: Nad dzieło bogiń, nad smug różnowzory Cudniejsza branek lechickich robota… W kratach u niego szklanne okienice, Przywoźne91 kędyś92 aż od ziemi końca, Błyszczą jak polskich rycerzy zbroice, Albo jak Niemen, przed oczyma słońca Spod śniegu zimne gdy odsłoni lice. A ja – com zyskał za rany i znoje? Com zyskał, że od maleńkiego wieku Z pieluchów zaraz przewiniony w zbroje, Książę jak Tatar żył o końskim mleku?… Cały dzień konno, w wieczór końska grzywa Poduszką moją, przy niej noc wystoję, A rankiem znowu trąba na koń wzywa… Że wtenczas, kiedy moi rówiennicy93, Jeżdżąc na kijach, szablami z łuczywa Bezpiecznie sobie grali po ulicy, By siwą matkę lub dziecinną siostrę Zabawić wojny kłamanej obrazem: Wtenczas z Tatary jam gonił na ostre94 Lub wręcz z Polaki95 ścinał się96 żelazem! Przecież me państwa, od Erdwiłła czasu, I piędzią szerzej ziemi nie zaległy97!… Patrz na te mury z dębowego lasu98 I na ten pałac mój z czerwonej cegły; Pójdź przez komnaty pradziadów siedliska: Gdzie szklanne kuple99? Gdzie kruszcowe łupy? Miasto100 blach złotych, mokry kamień błyska; Miasto kobierców śniade mchu skorupy! Cóżem chciał wynieść z ognia i kurzawy? Państwa czy skarby? Nie; nic – kromia101 sławy! Ale i sławą wszystkim ponad głowę Witołd podleciał: Witołd wszystkich gasi! Jego, jakoby drugiego Mindowę, Na ucztach wielbią wajdeloci nasi102; Jego na strunach i na wieszczym rymie Do potomnego wysyłają blasku: Nasze śród gminu kto wypatrzy imię? Kto podjąć raczy z niepamięci piasku?… Przecież nie zajrzym103. Niech walczy, niech gromi, Niechaj się w imię i skarby bogaci: Tylko – niech zęba chciwego poskromi, Od swych ojczyców104, od ziemie105 swej braci! Czyż dawno w środku pokoju i zgody Gwałtem litewska wstrząśniona stolica? Czyż dawno Witołd kniaziów wielkich grody Naszedł i z tronu zmiótł Olgierdowica106 I sam owładał107? A tak lubi władać, By jego poseł, jak Krywejty goniec108, Książąt podwyższał albo zmuszał spadać!… O! czas, że temu położymy koniec; Czas, że po sobie jeździć nie dozwolim!… Póki młodego w piersiach żywię ducha, Póki żelazo ręki zdrowej słucha, Dopóki koń mój ze skrzydłem sokolim, Com z łupów krymskich jednego wziął sobie, Jakiemu równy dany tobie drugi, A jeszcze dziesięć rże przy moim żłobie, Którymi wierne poobdzielam sługi… Dopóki koń mój… póki szabla moja…» Tu mu gniew słowa i tchnienie zatłoczył.