18+
реклама
18+
Бургер менюБургер меню

Януш Корчак – Kiedy znów będę mały (страница 9)

18

Powiadam:

– Za moich czasów nie było samochodów.

Spojrzał zdziwiony:

– Jak to nie było?

– No, nie było – mówię ze złością, że mi się wymknęło.

I zatrzymaliśmy się przy słupie z ogłoszeniami.

W kinie dają Katusze miłości.

– Chciałbyś widzieć?

Mundek się skrzywił:

– Tak sobie. Miłosne obrazy są nudne. Albo się całują, albo chodzą po pokojach. Tylko czasem ktoś strzela. Wolę detektywów.

– A chciałbyś być detektywem?

– Ja myślę. Gonić po dachach, przez płoty – z brauningiem17.

Przeczytaliśmy ogłoszenie cyrku.

– Najlepiej lubię cyrk.

Stoimy, gwarzymy, idziemy dalej.

– A jutro pięć lekcyj18.

– Przyroda.

– Żeby nam pani coś więcej o fokach opowiedziała, o białych niedźwiedziach.

– Chciałbyś być niedźwiedziem?

– Jeszcze jak!

– Ale niedźwiedzie niezgrabne.

– Wcale nie są niezgrabne, tylko się tak zdaje. Ale wolałbym być orłem. Wzbiłbym się na najwyższy szczyt skały, wyżej niż chmury. Stanąłbym samotny i dumny.

Przyjemniej mieć skrzydła niż fruwać aeroplanem. Zawsze benzyna i może się zepsuć, potrzebne hangary i nie wszędzie można lądować. Czyścić trzeba, brać rozpęd. A skrzydła, jak nie fruwasz, zwinąłeś, i dobrze.

Gdyby ludzie mieli skrzydła, ubranie musiałoby być inne. W bluzie byłyby z tyłu otwory i trzymałoby się skrzydła na wierzchu albo pod marynarką.

Idą sobie dwaj chłopcy – niby nic – rozmawiają. Ci sami, co przed chwilą języki wyciągali, żeby nos polizać, ci sami, co dopiero z tramwajem się ścigali. A teraz mówią o skrzydłach dla ludzkości.

Dorośli myślą, że dzieci tylko dokazywać i pleść trzy po trzy potrafią, a one przepowiadają odległą przyszłość, spierają się o nią i debatują. Dorośli powiedzą, że nigdy ludzie nie będą mieli skrzydeł, a ja byłem dorosły i powiadam, że mogą mieć skrzydła.

Więc mówimy, że przyjemnie byłoby fruwać do szkoły i ze szkoły. Wyfrunę, a jak się zmęczę, przejdę kawałek drogi. Raz skrzydła odpoczywają, raz nogi.

Można by się i z okna wychylić, i na dachu przysiąść – do lasu na wycieczkę pofrunąć. Nad miastem lecimy parami, a za miastem każdy w swoją stronę. W lesie możesz iść, dokąd chcesz, a zgubiłeś drogę, więc frunąłeś w górę i patrzysz, gdzie miejsce zlotu – i nie możesz zbłądzić.

– Co, Mundek, dobrze by było?

– Pewnie, że dobrze.

I ludzie by wyćwiczyli wzrok. I mówimy, że ptaki przelotne trafiają do swoich wsi i do swoich gniazd. Ani atlasów, ani kompasów nie mają, a przez morza i góry, i rzeki trafiają.

Mądre ptaki, mądrzejsze od człowieka. A człowiek nad wszystkim panuje, wszystko go słucha.

– Może tak jest dlatego, że najlepiej zabija, a nie, że najlepszy.

Zamyśliliśmy się, a tu nagle chłopak jakiś przechodzi – duży taki łobuz – i czapkę mi z głowy zrzucił. Kijek trzymał i tak za daszek czapkę zgarnął z głowy.

Doskakuję od razu do niego:

– Czego zaczynasz?

– A ja ci co zrobiłem? – udaje zdziwionego.

– Czapkę zrzuciłeś.

– Jaką czapkę?

Śmieje się bezczelnie i w żywe oczy udaje.

– A nie zrzuciłeś może?

– Pewnie, że nie. Patrz, on trzyma twoją czapkę.

A Mundek czapkę podniósł i patrzy, co z tego będzie.

– On trzyma, a ty zrzuciłeś.

– Odlewaj się, smarkaczu! Czapkę mu będę znów zrzucał! Nie mam co do roboty.

– Pewnie, że nie masz, łobuz taki. Spokojnie przejść nie daje.

– Tylko nie łobuz, uważasz, bo możesz dostać!

I szturchnął mnie tym patykiem pod brodę. A ja łap za patyk, ten kijek, i złamałem.

On do mnie. Ja stoję.

– Oddaj mi laskę albo zapłać.

Ale się nachylił. On wyższy, więc podskoczyłem trochę i pięścią go w czoło. Ale mu czapka nie spadła. Ja w nogi, a Mundek za mną.

Aleśmy19 szorowali20.

„A masz – myślę – na drugi raz nie czepiaj się, bo i od małego możesz dostać, andrusie21”.

Z początku zaczął gonić, ale widzi, że nie ma racji, że nie na frajera trafił, więc daje pokój.

Stanęliśmy – śmiejemy się.

Przed chwilą taki byłem wzburzony, że mi krew oczy zalała. Wszystko na czerwono widziałem. Teraz znów wesoło. Czapkę okurzam rękawem.

A Mundek mówi:

– Po coś z nim zaczynał?

– Ja z nim zacząłem czy on?

– No, tak, ale on większy.

– Większy, więc ma ludzi po świecie roztrącać?

– A jak jutro cię pozna i nawali22?

– Nie pozna, co ma poznać.

Ale Mundek ma słuszność. Teraz będę się musiał pilnować.

Ale czy to słychane, żeby w biały dzień na ludnej ulicy czapki z głowy zrzucać? Gdyby tak dorosłemu, byłaby cała heca, zbiegowisko, milicjant23. A że dzieciakowi, to nic. Wśród dzieci też są awanturnicy, a nie mamy przed nimi żadnej pomocy ani osłony – sami radzić musimy.