18+
реклама
18+
Бургер менюБургер меню

Януш Корчак – Kajtuś Czarodziej (страница 17)

18

Zapomnieli wszyscy, tylko woźny rozgląda się niespokojnie. Może dlatego, że stary. Widać, że coś podejrzewa.

Potem siedzi Kajtuś w ławce i myśli, co by się stało, gdyby nie powiedział od razu, że dosyć. Jak by to się skończyło.

Wygląda tak, że trudniejsze są czary, które długo trwają.

Dlaczego jedno uda się od razu, a drugie wcale?

Może i prawdziwi czarodzieje chcą czasem, a nie mogą? Może czasem inaczej wychodzi, niż chcieli? W bajkach mówi się o czarach, które się udały.

Kajtuś jest jakby uczniem dopiero. Bada, uczy się, próbuje.

Było tak:

Była klasówka z rachunków.

Pan podyktował zadanie.

– Za trudne – wołają chłopcy. – Nie wiemy! Nie możemy!

A Kajtuś: „Niech się atrament zamieni w wodę”.

I zaraz.

– Proszę pana. Atrament nie pisze. To woda.

Zawołał pan woźnego.

– Wczoraj nalałem – mówi woźny. – Taki sam atrament, jak w całej szkole. Musieli chłopcy coś wsypać.

Dyżurny nie wie, nie widział. Był atrament. Nikt kałamarzy nie ruszał. Jakżeby nie zauważył?

Pan polizał raz i drugi, wypluł, wzruszył ramionami. Udaje, że rozumie.

– Poczekajcie. Powiem panu kierownikowi34. Cała klasa będzie odpowiadała. Dosyć tej łobuzerki. Nie uda wam się. Ołówkami pisać.

Ale nie mają ołówków. I klasówki nie było.

Jeszcze więcej zamieszania wywołał dziewiąty czar Kajtusia.

Były roboty35.

Owszem, roboty mogą być przyjemne, jeżeli nauczyciel się stara, a chłopcy się słuchają. Bo jak nie, to roboty jeszcze się więcej przykrzą niż zwyczajna lekcja.

Widzi Kajtuś, że do końca godziny daleko.

Już tydzień cały żaden czar się nie udał. Więc myśli: spróbuję.

„Chcę. Rozkazuję. Niech już będzie dzwonek”.

Jest. Ale inny niż zwykle. Rozległ się jakby z góry, jakby fruwał w powietrzu i dzwonił.

Wysypali się chłopcy z klas, ciekawi, dlaczego tak prędko – uradowani są niespodzianką.

Pan kierownik zły wyszedł z kancelarii.

– Co tu się dzieje? Dlaczego? Kto?

– Ja nie dzwoniłem – mówi woźny.

– Więc kto?

– Nie wiem.

Stoi stary i łzy ma w oczach.

– Panie kierowniku, niech mi pan wierzy albo nie. Nie jestem pijany. Nie pierwszy rok w szkole pracuję. Znam figle chłopców. I mówię: tu w szkole duchy jakieś gospodarują.

– Dobrze, dobrze. Duchy. Proszę do kancelarii. A chłopcy do klasy!

Przeciągnął się Kajtuś, ziewnął zniechęcony.

Że też nie można zrobić czegoś, co by naprawdę było ciekawe. Zawsze się skończy jakoś głupio.

Niby czarodziej – no i co z tego?

Żal mu woźnego. Bo co stary winien? A wziął go kierownik do siebie i pewnie ruga.

Nie chciał Kajtuś naprawdę martwić nikogo.

Znów dwa ważne czary udały się Kajtusiowi – jeden zaraz po drugim.

Był w klasie bogaty kolega.

Przynosi na śniadanie różne przysmaki. Łakomy i chytry – nigdy nie poczęstował nikogo. Przyniesie ciastko z kremem, potem papier wylizuje jęzorem.

Zaraz rano widzi Kajtuś, że żarłok wyjmuje swoją paczkę. Kajtuś spojrzał ostro, chwycił głęboko powietrze – i:

„Niech ma żabę zamiast śniadania”.

Krzyk zaraz.

– Żaby w klasie!

Żarłok oczy wybałuszył, stoi jak nieprzytomny. Żaba skacze, a oni się śmieją.

– Patrzajcie! Żabę przyniósł na śniadanie.

– Pewnie zagraniczna!

– Z kremem!

– Kiedy przyniósł, niech zjada!

Wchodzi pani do klasy.

Miała długą przemowę.

– Żart niemądry. Ale gorzej, że ktoś zabrał dwie bułki z wędliną, ciastko i pomarańczę.

Widzi Kajtuś, że panią zmartwił, więc chce pocieszyć.

– Niech na stoliku przed panią leży róża.

Pożałował, że to powiedział, bo go coś w sercu kolnęło, coś szarpnęło w środku boleśnie. Jak iskra elektryczna albo jak ząb się wyrywa. Jakby się u niego ta róża wyrwała z piersi.

I leży na stoliku.

Wtedy pan się pytał:

– Kto zabrał pióro? Przed chwilą było.

Teraz pani:

– Kto tu różę położył? Nie chcę. Za wiele sobie pozwalacie.

Chłopcy proszą:

– Niech paniusia powącha. Niech pani weźmie. Już my odkupimy śniadanie.