Александр Усовский – Lecz imieniem Twoim… (страница 11)
Podskarbi Mścisławski przytaknął.
– Tak. Co prawda, na ten dochód dużo jest szabrowników, ale wciąż pszenica z województw ruskich jest złotem stepowym. Gdyby nie ona, to dawno byśmy poszli w świat z wygiągniętą ręką.
Starszy szlachcic skinął głową z zadowoleniem.
– Rozumie Pan więc, że ziemie zadnieprowskie, na których uprawia się tą pszenicę, województwa Kijowskie, Podole i Bracławszczyzna są olbrzymim majątkiem.
Komisarz w milczeniu pokiwał głową. Pan Wierenicz kontynuował:
– W tym roku książę Janusz Ostrogski, syn Jego Mości księcia Bazylego, otrzymał przywilej do własnych ziem na górnym Ingulcu i Rosi, za wyjątkiem nieużytków Rokytnego i Olszanki, razem dwieście wołok dobrych gleb i pół sta wołok traw zalewowych i pastwisk. Dobra posiadłość, ale książę Janusz miał znacznie szersze plany. Ingulec, jak wiadomo, wpada do Dniepru już w tatarskich granicach, ale z ujścia rzeki Żółtej i do połączenia jej z Saksaganią, przed pierwszymi tatarskimi rogatkami, teren wokół Ingulca, nie mniej niż tysiąc wołok najlepszych pól uprawnych i pół tysiąca pastwisk i nieużytków – były wtedy niczyje, ani Korony, ani magnatów, ani kozackie, ani tatarskie. Ale do tych ziem – półtora tysiąca wołok w środkowym Ingulcu – miał swój interes starosta Czerkaski, książę Wiśniowiecki. Kłopot polegał na tym, że Jego Mość król Zygmunt Waza w swoim przywileju nie ograniczył ziem dla księcia Janusza z południa – wierząc, jak myśle skromnym swym rozumem – że na stepach tych sam diabeł nogę złamie. Otóż, książę Janusz, oczywiście, zrozumiał, że skoro granice jego posiadłości nie zostały ostatecznie wskazane, wówczas może dowolnie traktować ten przywilej. I właśnie w tym miejscu życzenia młodszego księcia Ostrogskiego spotkały się z ambicjami księcia Wiśniowieckiego – który również uważał, że jak ziemi w środkowym Ingulcu są niczyje, to może przygarnąć ich do siebie.
– A co Kosiński do tego miał? – spojrzał z niezrozumieniem na starszego szlachcica komisarz.
– Kosiński nic do tegonie miał. Posiadał kilkanaście wołok wzdłuż Rosi, nieużytki Rokytne i Olszankę, ale nie miał ani chłopów pańzczyźnianych, którzy te ziemie by uprawiali, ani dzierżawców, którzy mogli je wynająć. Pan Krzysztof był, przepraszam Pana, żebrakiem, psem na sianie – posiadał ziemie, których nie mógł wykorzystać. Dlatego Pan Janusz uznał możliwym traktowanie królewskiego przywileju… hmm, jak to powiedzieć poprawnie… nieco poszerzone, zgodnie z jego własnym rozumieniem, włączając ziemie, uprzywilejowane dla Pana Kosińskiego, do swojej własnej posiadłości. Ale te dwa majątki były niczym w porównaniu z ziemią w środkowym Ingulcu, na które miał oko książę Wiśniowiecki. I na które Jego Mość książę Janusz patrzył z pożądaniem. I dlatego, żeby pomóc swojemu synowi, Jego Mość książę Bazyli, zazgrał figurą Kosińskiego…
– Zagrał? – w głosie komisarza było słychać zdumienie.
– Dokładnie tak, jak grę w szachy. – Po chwili starszy szlachcic kontynuował: – Kłopot w tym, że nasz król, niech Bóg błogosławi dni Jego Łaski, jest katolikiem z krwi i kości, gorliwym wyznawcą wiary i prawdziwym paladynem Świętego Przestołu; na ziemiach Korony jest to tylko jedna zaleta, ale w województwach litewskich, a zwłaszcza ruskich, stosunek do takiegoj fanatyzmu… jest co najmniej dwojaki. Panie Stasiu, błagam Pana o wybaczenie, jaką religię Pan wyznaje?
– Jestem katolikiem, Panie Sławomirze.
– A ojciec Pana, oby sto lat żył?
– Prawosławny jest. Nasza rodzina jest z Holszan, niedaleko Krewa. Mój ojciec przez całe życie był dzierżawcą majątku Podkołody w województwie Trockim, trzy razy był wybierany na podkomorzego przez sejmik powiatowy, ale trzy razy nie dostał tego stanowiska z powodu swojej religii prawosławnej. Dlatego kazał ochrzczyć mnie w wierze katolickiej, abym mógł osiągnąć więcej.
– No cóż, widać, nie na daremno – w wieku trzydziestu lat już jest Pan podskarbim Mścisławskim, komisarzem od pomiarów ziemi, negocjuje Pan z Moskwą, patrzeć, rok czy dwa, a już będzie Pan klucznikiem, a nawet kasztelanem Wileńskim! A już nie jest wtedy daleko do godnoóci kanclerza… – w głosie Pana Sławomira, mimo ostentacyjnego podziwu, pojawiła się oczywista nutka ironii.
– Panie Sławomirze, już o tym rozmawialiśmy… – z wyrzutem powiedział podskarbi Mścisławski.
– Milczę, milczę, Panie Stasiu, więcej o tym ani słowa! Tak więc, król i nasz Wielki Książę, niech Bóg błogosławi jego dni – bardzo chłodno traktował notabli wiary prawosławnej, z jakiegoś powodu wierząc, że tylko i wyłącznie przynależność do Stolicy Apostolskiej daje pełne zaufanie. Więc księcia Wiśniowieckiego, katolika, chociaż w pierwszym pokoleniu – Wielki Książę faworyzował, natomiast księcia Janusza, wtedy jeszcze prawosławnego – nie, z czego ten ostatni wywnioskował, że przywilej na ziemie w środkowym Ingulcu będzie wydany do starosty Czerkaskiego. O czym Janusz nie omieszkał poinformować rodzica. Utrata prawa do tych ziem oznaczała utratę pięćdziesięciu tysięcy pudów pszenicy do czystego dochodu; ani Ostrogscy, ani Wiśniowieccy nie mogli sobie na to pozwolić. I książę Ostrogski postanowił udowodnić Jego Łaskawości królowi, że poddane prawosławni nie są gorsi od katolików w służbie Korony…
Конец ознакомительного фрагмента.
Текст предоставлен ООО «Литрес».
Прочитайте эту книгу целиком, купив полную легальную версию на Литрес.
Безопасно оплатить книгу можно банковской картой Visa, MasterCard, Maestro, со счета мобильного телефона, с платежного терминала, в салоне МТС или Связной, через PayPal, WebMoney, Яндекс.Деньги, QIWI Кошелек, бонусными картами или другим удобным Вам способом.